Za nami pierwsze dni Centralnego Placu Muzyki – nowego festiwalu, który połączył siły warszawskich instytucji muzycznych i kulturalnych w samym sercu stolicy. W programie znalazły się zarówno wydarzenia przygotowane przez lokalnych partnerów, jak i występy artystów światowego formatu.
O kulisach organizacji przedsięwzięcia, współpracy między instytucjami, zapraszaniu największych gwiazd oraz planach na kolejne edycje rozmawiam z Romanem Osadnikiem, dyrektorem Teatru Studio i pomysłodawcą Centralnego Placu Muzyki.
Magdalena Grzybowska: W pierwszą edycję Centralnego Placu Muzyki zaangażowanych jest jedenaście warszawskich instytucji. Co było najtrudniejsze do uzgodnienia między partnerami tego przedsięwzięcia? Organizatorami są Teatr Studio i miasto stołeczne Warszawa, ale w realizację projektu włączonych jest wiele różnych podmiotów.
Roman Osadnik: Powiem szczerze, że – choć może zabrzmi to banalnie – współpraca z instytucjami przebiegała bez żadnych problemów. Partnerzy mieli pełną swobodę w wyborze repertuaru i sami wpisywali swoje wydarzenia do harmonogramu. Moją rolą było jedynie wyznaczenie ram czasowych festiwalu.
Nie pojawiły się żadne nieporozumienia ani napięcia, a cały proces przebiegał wyjątkowo płynnie. To tym bardziej budujące, że każda z tych instytucji zachowuje swoją autonomię i jest prowadzona przez wyraziste osobowości artystyczne. Miałem jednak poczucie, że wszystkim przyświeca wspólny, nadrzędny cel. W pewnym sensie odkładali własne ambicje na bok i koncentrowali się na tym, by pokazać to, co mają najlepszego albo przygotować coś naprawdę wyjątkowego.
Większą niewiadomą była dla mnie reakcja miasta na sam pomysł. Warszawa ma niezwykle bogatą ofertę kulturalną i artystyczną, więc zastanawiałem się, czy znajdzie się jeszcze przestrzeń dla nowego przedsięwzięcia. Okazało się jednak, że idea wspólnego działania wielu instytucji w jednym miejscu, w otwartej przestrzeni i w samym sercu miasta, została uznana jako wartościowa. Tym bardziej że plac Centralny staje się dziś nowym centrum Warszawy i przechodzi bardzo ciekawą transformację.
Magdalena Grzybowska: Niektóre wydarzenia, jak choćby koncert Joyce DiDonato czy Czarodziejski flet, wpisują się również w programy festiwali organizowanych przez poszczególne instytucje. To pokazuje, jak naturalnie Centralny Plac Muzyki zazębia się z już istniejącymi inicjatywami kulturalnymi w Warszawie.
Roman Osadnik: Tak, te różne wydarzenia spotykają się tutaj, na placu. Koncert Joyce DiDonato będzie jednocześnie finałowym wydarzeniem festiwalu Warszawskiej Opery Kameralnej, z kolei Czarodziejski flet zostanie zaprezentowany w ramach festiwalu organizowanego przez Polską Operę Królewską. Nawiązaliśmy również współpracę informacyjno-promocyjną z festiwalem Ogrody Muzyczne – wzajemnie promujemy swoje wydarzenia i informujemy o swoich programach. To naturalne, ponieważ jest to festiwal obecny w Warszawie od ponad dwudziestu lat i mający już ugruntowaną pozycję w krajobrazie kulturalnym miasta.
Magdalena Grzybowska: Centralny Plac Muzyki odbywa się w wyjątkowej przestrzeni – miejscu otwartym, przez które codziennie przewijają się tysiące warszawiaków i turystów. Czy już po pierwszych dniach festiwalu widać, że ta lokalizacja pomaga docierać do osób, które na co dzień niekoniecznie śledzą ofertę instytucji muzycznych?
Roman Osadnik: Zdecydowanie tak. Oczywiście na widowni zasiadają osoby, które świadomie kupiły bilety i przyszły na konkretne wydarzenie, ale bardzo poruszające są dla mnie sytuacje, kiedy ktoś trafia na plac zupełnie przypadkiem. Ludzie zatrzymują się na chwilę, zaciekawieni tym, co dzieje się na scenie, a potem zostają do końca koncertu czy spektaklu.
Widać też, że sama obecność festiwalu w przestrzeni miasta działa. Zdarza się, że ktoś dopiero na miejscu dowiaduje się o wydarzeniu i w ostatniej chwili kupuje bilet. Mamy na placu biletomat i nieraz tworzą się przy nim kolejki tuż przed rozpoczęciem koncertu. To pokazuje, że nawet w mieście o tak bogatej ofercie kulturalnej jak Warszawa wciąż istnieje potrzeba wychodzenia do odbiorców i zapraszania ich do kontaktu z muzyką w mniej oczywisty sposób.
Magdalena Grzybowska: Jonathan Tetelman jest dziś jednym z najbardziej rozchwytywanych tenorów swojego pokolenia. Twoje starania o sprowadzenie go do Warszawy trwają jednak znacznie dłużej. Jak zaczęła się ta historia?
Roman Osadnik: Rzeczywiście, bardzo zależało mi na zaproszeniu Jonathana Tetelmana. Nasza historia sięga jeszcze czasów sprzed pandemii. Po sukcesie inscenizowanej wersji koncertowej Madame Butterfly w reż. Natalii Korczakowskiej z Aleksandrą Kurzak i Roberto Alagną planowaliśmy kolejne duże wydarzenie – wykonanie Toski z Kristine Opolais, Jonathanem Tetelmanem i Ambrogiem Maestrim. Pandemia pokrzyżowała jednak te plany i projekt nie doszedł do skutku.
Od tamtego czasu kariera Jonathana bardzo się rozwinęła. Śledziłem ją z dużym zainteresowaniem, byłem między innymi na jego koncertach we Wrocławiu i Krakowie oraz na Tosce w Wiedniu i Fauście w Monachium. Tym bardziej zależało mi, żeby ostatecznie udało się go zaprosić do Warszawy.
Myślałem nawet, żeby zrealizować ten pomysł w ubiegłym roku, w bardziej kameralnej formule. Rozważaliśmy recital z fortepianem na schodach prowadzących do Pałacu Kultury i Nauki, ale ze względu na brak dostępnych terminów nie udało się tego zrealizować. Zdecydowaliśmy więc, że poczekamy jeszcze rok i wrócimy do pomysłu koncertowego wykonania Toski.
Magdalena Grzybowska: Samo zaproszenie Jonathana Tetelmana było dużym sukcesem, ale równie imponująco prezentuje się cała obsada koncertowego wykonania Toski. Jak wyglądał proces jej kompletowania?
Roman Osadnik: Naturalnie moje myśli biegły w stronę Aleksandry Kurzak, jednak warszawska publiczność miała już niedawno okazję oglądać ją jako Toskę w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Nie chciałem więc powielać tej samej obsady. Zaczęliśmy szukać innego rozwiązania i w ten sposób pojawił się pomysł zaproszenia Soni Yonchevej. To jedna z najbardziej cenionych i rozpoznawalnych śpiewaczek operowych na świecie. Dodatkowym atutem był fakt, że zarówno ją, jak i Jonathana Tetelmana reprezentuje ta sama agencja artystyczna, co ułatwiło rozmowy i koordynację projektu.
Początkowo partię Scarpii miał wykonywać Luca Salsi, jednak ze względu na inne zobowiązania artystyczne musiał zrezygnować z udziału w wydarzeniu. Ostatecznie tę rolę zaśpiewa George Gagnidze, który w przyszłym sezonie wystąpi m.in. jako Scarpia w Tosce w Metropolitan Opera obok Aleksandry Kurzak i Piotra Beczały.
Magdalena Grzybowska: W obsadzie Toski obok międzynarodowych gwiazd pojawią się także młodzi śpiewacy związani z Akademią Operową. Czy widzisz przestrzeń do szerszej współpracy z Teatrem Wielkim – Operą Narodową w kolejnych edycjach festiwalu?
Roman Osadnik: Rozmowy z Teatrem Wielkim – Operą Narodową nie przyniosły jeszcze rezultatów na taką skalę, jakiej bym oczekiwał, ale jest to sezon zmian w Operze i patrzę na przyszłość z optymizmem. Dyrektor Boris Kudlička jest otwarty na różne inicjatywy i nowe formy współpracy.
Bardzo cieszy mnie natomiast, że udało się nawiązać współpracę z Akademią Operową Teatru Wielkiego – Opery Narodowej. Zaproponowaliśmy, aby mniejsze partie w koncertowym wykonaniu Toski powierzyć uczestnikom Programu Kształcenia Młodych Talentów. Dzięki temu obok światowych gwiazd wystąpią Grzegorz Pelutis, Mateusz Hoedt, Szymon Raczkowski, Piotr Maciejowski i Filip Awksijetiuk.
Magdalena Grzybowska: W programie tegorocznej edycji znalazł się Lang Lang – jeden z najbardziej rozpoznawalnych muzyków klasycznych na świecie. Czym kierowałeś się, wybierając właśnie jego?
Roman Osadnik: Kiedy zaczęliśmy myśleć o międzynarodowej gwieździe, która mogłaby pojawić się na Centralnym Placu Muzyki, rozważaliśmy różne możliwości.Ostatecznie, mając już znakomitych wokalistów zdecydowaliśmy się na zaproszenie wirtuoza fortepianu.
Lang Lang był pierwszym wyborem i ku naszemu niedowierzaniu przyjął zaproszenie. To artysta światowego formatu, ale jednocześnie jeden z nielicznych muzyków klasycznych, których rozpoznawalność wykracza daleko poza grono stałych bywalców sal koncertowych. Jego nazwisko jest znane również osobom, które na co dzień nie interesują się muzyką klasyczną.
A właśnie na takim efekcie bardzo mi zależy. Centralny Plac Muzyki ma być miejscem, które przyciąga zarówno melomanów, jak i osoby dopiero odkrywające świat muzyki klasycznej. Zaproszenie artysty tej klasy doskonale wpisuje się w tę ideę.
Magdalena Grzybowska: Jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej edycji Centralnego Placu Muzyki ogłosiliście już część programu kolejnej edycji. W Polsce to dość nietypowe podejście – instytucje kultury zwykle komunikują swoje plany z dużo mniejszym wyprzedzeniem. Dlaczego zdecydowałeś się na taki krok?
Roman Osadnik: Przede wszystkim uważam, że czasy się zmieniły i takie projekty trzeba planować oraz komunikować z dużym wyprzedzeniem. Staram się działać w ten sposób również w Teatrze Studio. Już dziś mamy zaplanowany repertuar na cały przyszły sezon, a publicznie ogłoszony program sięga stycznia. To daje komfort zarówno artystom, jak i widzom. Aktorzy wiedzą, kiedy są zaangażowani w nasze produkcje, a kiedy mogą podejmować inne zobowiązania. Z kolei widzowie mogą z wyprzedzeniem zaplanować przyjazd do Warszawy czy zakup biletów.
W przypadku Centralnego Placu Muzyki jest jeszcze jeden istotny aspekt. Jeśli chce się zapraszać najwybitniejszych artystów, trzeba działać z dużym wyprzedzeniem. Składanie propozycji na kilka miesięcy przed wydarzeniem nie ma większego sensu. Nie interesuje mnie budowanie programu z artystów, którzy akurat zwolnili termin. Zależy mi na wykonawcach rozpoznawalnych, będących w dobrej formie artystycznej, mających charyzmę i potrafiących przyciągnąć publiczność.
Dlatego program przyszłorocznej edycji jest już w około 95 procentach gotowy, a pierwsze kluczowe nazwiska na rok 2028 również zostały zakontraktowane. To po prostu dostosowanie się do realiów międzynarodowego rynku. Oczywiście w przypadku instytucji publicznej nie jest to łatwe, ponieważ wieloletnie zobowiązania wymagają odpowiednich zgód. Na szczęście Biuro Kultury m.st. Warszawy rozumie specyfikę takich projektów i umożliwia nam planowanie z odpowiednim wyprzedzeniem. A prócz tego wierzę, że dzięki wczesnemu ogłoszeniu programu widzowie dostosują daty urlopów do kalendarza festiwalu.
Magdalena Grzybowska: W programie kolejnej edycji pojawiają się już partnerzy spoza Warszawy, między innymi Baltic Opera Festival i Opera Śląska. Czy od początku zakładałeś, że Centralny Plac Muzyki będzie rozwijał się także w tym kierunku?
Roman Osadnik: Nie, na początku w ogóle nie brałem tego pod uwagę. Ten pomysł pojawił się dopiero podczas różnych spotkań i rozmów artystycznych.
W przypadku Baltic Opera Festival wszystko wydarzyło się bardzo naturalnie. Spotkałem się z Tomaszem Koniecznym w Warszawie, ponieważ chciałem poprosić go o nagranie zaproszenia dla publiczności transmisji spektakli Metropolitan Opera z jego udziałem. W mijającym sezonie można go było oglądać tam w Tristanie i Izoldzie oraz Arabelli. Rozmowa szybko zeszła jednak na nasze projekty. Opowiadałem o Centralnym Placu Muzyki, on o Baltic Opera Festival i w pewnym momencie pomyślałem, że skoro w przyszłym roku planujemy koncertowe wykonanie Fidelia, warto byłoby połączyć siły.
Tak narodził się pomysł współpracy przy koncertowym wykonaniu Fidelia. W Warszawie i Trójmieściewystąpią Michael Spyres jako Florestan, Ekaterina Gubanova jako Leonora, Tomasz Konieczny jako Pizarro, Bogdan Volkov jako Jaquino, Gabriela Legun jako Marzelline oraz Mateusz Ługowski jako Don Fernando. Projekt będzie realizowany wspólnie z Baltic Opera Festival oraz Operą Bałtycką.
Z kolei o współpracy z Operą Śląską myślałem już od dłuższego czasu. Szukałem jednak projektu, który miałby wyjątkowy charakter. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Halkę. Od początku zależało mi na zaproszeniu Corinne Winters, która przygotowała partię Halki do głośnej wiedeńskiej produkcji w Theater an der Wien z Piotrem Beczałą i Tomaszem Koniecznym, a następnie wykonywała ją również koncertowo w Madrycie. To artystka doskonale znająca tę rolę, a zarazem jedna z najciekawszych śpiewaczek swojego pokolenia.
Jeśli chodzi o partię Jontka, moim pierwszym wyborem był Christopher Sokolowski. Niestety, na tym etapie nie udało się uzgodnić jego udziału w projekcie, dlatego prowadzimy rozmowy z innym śpiewakiem. Równocześnie zależało mi na tym, by poprzez ten projekt pokazać polskich artystów odnoszących sukcesy na światowych scenach. Dlatego w obsadzie znajdą się między innymi Krzysztof Bączyk i Hubert Zapiór.
Magdalena Grzybowska: Podkreślasz, że partnerzy mieli dużą swobodę w kształtowaniu programu. Czy po pierwszych doświadczeniach widzisz już kierunek, w którym Centralny Plac Muzyki będzie rozwijał się w kolejnych latach? Czy z czasem festiwal zyska bardziej wyrazistą tożsamość programową?
Roman Osadnik: Myślę, że z biegiem czasu rzeczywiście będziemy coraz mocniej osadzać program w określonej koncepcji. Na razie jednak przede wszystkim uczymy się tego miejsca i sprawdzamy, jak funkcjonuje sam festiwal. Chcemy zobaczyć, na jakie wydarzenia publiczność reaguje najchętniej, które gatunki najlepiej sprawdzają się na placu i jak odbierana jest sama formuła przedsięwzięcia.
Oczywiście partnerzy mieli dużą swobodę, ale nie oznacza to, że program powstawał bez rozmów. Każde wydarzenie było konsultowane, dyskutowaliśmy o repertuarze i wspólnie zastanawialiśmy się, co najlepiej sprawdzi się w tej przestrzeni. Nie chciałem jednak narzucać z góry jednej wizji czy konkretnego kierunku.
Na pełne podsumowania przyjdzie jeszcze czas, ale już dziś widzę, że sam format festiwalu się sprawdza. Najbardziej cieszą mnie reakcje ludzi. Widać to zarówno w mediach społecznościowych, jak i na samym placu. Szczególnie poruszające są sytuacje, gdy przypadkowi przechodnie zatrzymują się na chwilę, a potem zostają do końca koncertu. Niektórzy nawet nie kupują biletów – siadają trochę dalej na trawie, na leżakach czy kocach i po prostu słuchają muzyki. I nagle okazuje się, że plac zaczyna funkcjonować dokładnie tak, jak sobie wyobrażaliśmy: jako miejsce spotkania, odpoczynku i kontaktu z kulturą.
Magdalena Grzybowska: Jednym z bardziej nietypowych rozwiązań zastosowanych podczas festiwalu są słuchawki koncertowe. Jak sprawdziły się po pierwszych wydarzeniach?
Roman Osadnik: Reakcje są bardzo różne. Część widzów bardzo chwali to rozwiązanie, inni z kolei zwracają uwagę, że nagłośnienie na placu jest na tyle dobre, iż nie zawsze widzą potrzebę korzystania ze słuchawek. Dlatego na ostateczne wnioski jest jeszcze za wcześnie.
Zależy mi jednak na tym, aby tegoroczna edycja była dla nas również okazją do nauki. Po zakończeniu festiwalu zaprosimy publiczność do udziału w ankiecie. Chcemy poznać opinie widzów i dowiedzieć się, co się sprawdziło, co wymaga poprawy, a także jakie elementy mogliśmy przeoczyć jako organizatorzy. To właśnie na podstawie tych doświadczeń będziemy rozwijać kolejne edycje.
Magdalena Grzybowska: Wielu melomanów spoza Warszawy pyta również o transmisje. Czy w przyszłości chciałbyś udostępniać wybrane wydarzenia online?
Roman Osadnik: Oczywiście dostrzegamy potencjał takich działań. Transmisje pozwalają dotrzeć do znacznie szerszej publiczności i zwiększają rangę wydarzenia. Jednocześnie wiążą się z dodatkowymi kosztami oraz koniecznością uwzględnienia dodatkowych wynagrodzeń dla artystów i zespołów.
Wiele będzie zależało od tego, czy uda się pozyskać odpowiednie finansowanie i partnerów zainteresowanych rozwojem tego obszaru. Jeśli takie możliwości się pojawią, z pewnością będziemy je rozważać.
Już teraz mogę jednak powiedzieć, że koncert Lang Langa będzie transmitowany na antenie Programu 2 Polskiego Radia. Bardzo się z tego cieszę, ponieważ dzięki temu festiwal dotrze również do słuchaczy spoza Warszawy i osób, które nie będą mogły uczestniczyć w tym wydarzeniu na miejscu.
Magdalena Grzybowska: Gdybyśmy spotkali się za kilka lat, co chciałbyś usłyszeć o Centralnym Placu Muzyki? Co powinno wyróżniać ten festiwal na tle innych wydarzeń muzycznych w Polsce?
Roman Osadnik: Chciałbym, żeby Centralny Plac Muzyki był wypadkową najlepszych europejskich festiwali. Marzy mi się wydarzenie znakomicie zorganizowane, zarówno od strony artystycznej, jak i logistycznej, a jednocześnie otwarte na różne gatunki muzyczne i różne grupy odbiorców.
Zależy mi na tym, żeby program pozostał różnorodny i żeby obok siebie mogły funkcjonować zarówno wydarzenia operowe, symfoniczne czy kameralne, jak i projekty wykraczające poza tradycyjnie rozumianą muzykę klasyczną – mam tu na myśli przede wszystkim formy musicalowe. Chciałbym również, abyśmy mogli regularnie zapraszać artystów z najwyższej światowej półki.
Mam też nadzieję, że z czasem samo zaproszenie na Centralny Plac Muzyki stanie się dla artystów wyróżnieniem i będzie miało swoją markę. A jeśli miałbym to wszystko podsumować jednym zdaniem – chciałbym, żeby był to najlepszy festiwal muzyczny w Polsce.
Magdalena Grzybowska: Dziękuję za rozmowę. Życzę dobrej pogody, pełnych widowni i wielu powodów do satysfakcji z pierwszej edycji Centralnego Placu Muzyki.
Roman Osadnik: Dziękuję i zapraszam wszystkich na Centralny Plac Muzyki. Przed nami jeszcze wiele wyjątkowych koncertów i mam nadzieję, że publiczność będzie nam towarzyszyć do samego finału festiwalu.
