To drugie podejście dyrekcji stołecznego Teatru Studio do pełnej prezentacji opery, choć w wersji koncertowej, na placu przed Pałacem Kultury i Nauki. Po Madamie Butterfly z 2019 roku przyszła pora na Toscę Giacoma Pucciniego, stanowiącą jedną z atrakcji organizowanego przez Teatr festiwalu Centralny Plac Muzyki.
Między tymi dwoma wydarzeniami widać istotne różnice. Tym razem uporano się ze sprawnym rozmieszczeniem licznej publiczności, czyli około 3000 osób. Bardzo poprawiły się też jakość dźwięku i proporcje brzmieniowe. Wyświetlano nie tylko śpiewane teksty, lecz także szczegółowe didaskalia, wyjaśniające, kim są postaci drugoplanowe. To ważne, bo część widzów oglądających koncerty plenerowe ma zapewne sporadyczny kontakt z operą. Dobra była też realizacja obrazów przekazywanych na ekrany umieszczone po bokach estrady.
Oczekiwania widzów z naddatkiem spełniła trójka odtwórców ról głównych bohaterów, zwłaszcza Jonathan Tetelman. Cavaradossi pojawia się na scenie pierwszy, przed Toscą oraz Scarpią, a już w początkowej arii Recondita armonia tenor pokazał, że zamierza olśniewać słuchaczy wysokimi frazami i niekończącymi się fermatami. Głos ma nośny, o szlachetnym brzmieniu i te walory eksponuje nieustannie, czasami niestety bez dbałości o umiejętne zestrojenie się z Toscą oraz o budowanie dramaturgii. Szczególnie zaszkodziło to arii E lucevan le stelle, w której czysty popis zagłuszył narastający tragizm, precyzyjnie rozpisany przez Pucciniego na tenor i orkiestrę. Giorgi Gagnidze nie ma głosu o równie pięknej barwie, a jego baryton w górze skali brzmi momentami płasko, jednak jest to równoważone staranną interpretacją. Tym razem nakreślił portret Scarpii perfidnego, pozbawionego skrupułów, brutalnego, ale i nieszczęśliwego, że nigdy nie zdobędzie uczuć Toski.
W partii tytułowej Sonja Jonczewa często pojawia się na scenach świata. Na Centralnym Placu Muzyki szczególnie fascynująco wypadła w akcie pierwszym. Jej Tosca pełna była niuansów – zalotna i zazdrosna, kochająca i kłótliwa, a przy tym artystka umiejętnie podkreślała, że grana postać to także śpiewaczka, która pewien sposób bycia przenosi ze sceny do życia. Akt drugi stał się jej dramatyczną walką o godność i ukochanego, silnie zaakcentowaną również w arii Vissi d’arte, vissi d’amore, pozbawionej jednak liryzmu. W finale zaś Jonczewa świetnie rozegrała – wokalnie i subtelnym aktorstwem – moment śmierci bohaterki.
Gości festiwalu udanie wspomagali młodzi śpiewacy, związani z Akademią Operową TW–ON, zwłaszcza Grzegorz Pelutis (Zakrystianin) i Mateusz Hoedt (Angelotti). Swoją obecność zaznaczyli również Szymon Raczkowski (Sciarrone), Piotr Maciejowski (Spoletta), a nawet Filip Awksietijuk w małej roli więziennego Dozorcy. Reszty dopełnił Bassem Akiki z Sinfonią Varsovią. Pod jego czujną ręką zabrzmiała jak wytrawna orkiestra operowa, która rozumie, że wspierając artystów, sama odgrywa istotną rolę dramaturgiczną. Do udziału w Tosce zaproszono ponadto Chór Filharmonii Narodowej oraz Chór Dziecięcy „Artos”, więc monumentalne Te Deum godnie wypełniło Plac Centralny.
